Tornado
Nie było żadnych ostrzeżeń. Wszyscy byli kompletnie zaskoczeni. Ani radio, ani telewizja nie nadała informacji o zbliżającym się kataklizmie. Piekło rozpętało się praktycznie w ciągu kilku sekund. Nie było sensu zastanawiać się na ratowaniem dobytku.
Cała rodzina biegła od okna do okna obserwując w przerażeniu powstające dookoła zniszczenia. Nie było czasu do stracenia. Ktoś musiał szybko podjąć decyzję i opanować sytuację. Przekrzykując wycie wichru kazałem im pościągać z łóżek materace. Każdy ze swoim materacem miał jak najszybciej znaleźć się w piwnicy. Tam ułożyliśmy się na podłodze nakrywając materacami. To dawało nam spore szanse na przeżycie. Leżeliśmy tak przez kilka godzin ogłoszeni przez harmider dobiegający z góry. W takich warunkach nie było można nawet rozmawiać. Wszystko uspokoiło się dopiero pod wieczór. Odczekałem jeszcze jakiś czas zanim pozwoliłem odrzucić materace, ale nawet teraz kazałem zostać im na dole. Sam ostrożnie wspiąłem się po schodach i wyjrzałem na zewnątrz. Nie mieliśmy już domu. Wokół dominował krajobraz apokaliptycznego zniszczenia. Pozostała nam jedynie nienaruszona piwnica i materace. Musimy w najbliższym czasie postarać się o wodę do picia i jakąś żywność. To teraz były rzeczy najważniejsze.
No related posts.
